{ scrollbar-face-color: black; scrollbar-shadow-color: gray; scrollbar-highlight-color: gray; scrollbar-3dlight-color: black; scrollbar-darkshadow-color: black; scrollbar-track-color: black; scrollbar-arrow-color: #75687d;}
30 marca.
Chyba nawet podświadomie cały ten dzień i poprzedni nuciło mi się ,,Trujące Rośliny" - jedną z lepszych moim zdaniem pozycji na Hipertrofii. Czekał mnie bowiem koncert Comy w nietypowym miejscu - klubie Klimat.
Koncert rockowy w klimacie? Niedorzeczne? Nieco takie mi się to wydawało. Miejsce za to jak najbardziej spełniło moje oczekiwania. Tuż po nieco problematycznym wejściu na teren klubu nie było męczącego ścisku.


 Jak to zwykle bywa, po około półgodzinnym opóźnieniu zaczęli. Niemalże tradycyjnie żadnego supportu - tym lepiej :)

 









Na wstęp zabrzmiała ,,Wola istnienia''. Kolejna ciekawa pozycja z najnowszej płyty? Do teraz nie rozumiem, dlaczego ludzie tak na nią narzekają.

Niestety, ku rozczarowaniu fotografujących - światła były dość słabe. Hm, zapewne byłyby lepsze, gdyby były w większej części skierowane na muzyków :) Ale czegóż się spodziewać - scena stoi tam tylko okazyjnie.












Grali całkiem przyzwoicie. Nie zabrakło oczywiście wygibasów Roguckiego, które spotkały się z aprobatą widowni. Lecz co by nie zrobił, oni i tak by się cieszyli :)












Co mnie nieco zaskoczyło - miałam wrażenie, jakby średnia wieku słuchaczy przybyłych na koncert znacznie się podniosła. Czemu to zawdzięczyć?

Po paru kawałkach z najnowszego dorobku przyszła i pora na te stare, dobrze znane. Zabrzmiały ,,Pierwsze wyjście z mroku'', ku uciesze publiki ( i mojej także przy okazji ) ,,Nie ma Joozka'', ,,Tonacja (sygnał z piekła)'', podczas której najgłośniej zabrzmiało "dla skurwysynów nie mamy litości" ;)














I to, co mi oraz publiczności zapewne podobało się szczególnie - wstęp do ,,Transfuzji'' :) Brzmi znajomie? :)













Po wybrzmianym ,,Spadam'', niestety na nic zdały się prośby o zawsze mile słyszane ,,100 tysięcy jednakowych miast''. Jeszcze tylko ,,Święta'', które ożywiło publikę i koniec. Ale jakto? 
No, oczywiście. Zabrzmiały jeszcze ,,Popołudnia bezkarnie cytrynowe'' i ku uciesze ,,Cisza i ogień''. Szczególnie cisza była idealna na podsumowanie tego wieczoru.


A teraz coś, na co czekałam, aż przyjdę do domu i sprawdzę, czy wyszło. Niestety mój ekranik wielkością nie grzeszy i ma w zwyczaju brutalnie mnie oszukiwać co do ostrości i jakości zdjęcia.

Opublikuję dwie wersje :







Ta bardziej 'poprawna',









Oraz brutalnie 'ruszona' :) Osobiście wolę tą. Pomimo niedoskonałości pokazuje dynamikę.






Na podsumowanie... ?

Z pewnością jeżeli trafi się jeszcze jakiś koncert w Klimacie, z chęcią się wybiorę.
A co do Comy? Po poprzednim koncercie, na którym byłam odzyskałam dobre wrażenie odnośnie koncertów tego zespołu. Zapraszamy ponownie więc :)

















Name:

Komentarze: