{ scrollbar-face-color: black; scrollbar-shadow-color: gray; scrollbar-highlight-color: gray; scrollbar-3dlight-color: black; scrollbar-darkshadow-color: black; scrollbar-track-color: black; scrollbar-arrow-color: #75687d;}
Cóż. Ostatni czas jest wręcz niepowtarzalny... Wielkanocna zamieć rozmywająca makijaż, ponad 800 kilometrów w trasie... I po co to wszystko? Po to, żeby dzisiaj z samego rana, zanim zdążyłam spróbować otworzyć oczy usłyszeć subtelne "kurwa" z ust Narzeczonego, które padło zaraz po tym, jak spojrzał w okno... :) I od razu wiadomo, że nie ma po co tych oczu otwierać :) I pozostaje cieszyć się, ze jest ktoś, kto wstaje wcześniej i dba o to, żebym sama nie doznała szoku :)

A jednak to zrobiłam i jestem.


Święta mieliśmy raczej fest. Dużo żarcia, dużo wszystkiego...



Dużo śniegu. Mokrego śniegu, czyli czegoś, co Hemli lubi najbardziej :)

Więcej zdjęć tu -> klik. Chociaż w sumie to nie powiem, żeby było specjalnie co oglądać... :P


A wracając tak do mroźnej rzeczywistości to doczekałam się, aż Wojtuś w końcu napisze notkę o naszym wypadzie na Baranią Górę.

Prezentuję tutaj parę zdjęć :






















A do całej reszty i relacji odsyłam tutaj -> POŻEGNANIE ZIMY:)


Czekam poza tym pod domofonem na przesyłkę z allegro i jak tylko przyjdzie, od razu wpadam w wir fotografowania. Pewnie się tu moimi wypocinami pochwalę. Oby tylko cokolwiek wyszło :)


I na koniec małe sprawozdanie z Hemli-zahrady, którego dawno nie było.
Jakby to Wojtuś ujął... Ładnie mi krzaki wyrosły :) Jak widać one jakimś cudem czują wiosnę...


A więc. Zacznijmy od największego zaskoczenia w moim skromnym ogródku, a mianowicie...





Rzeżucha. Dziwna rzecz. Wyrosła ładnie. Pewnego pięknego poranka, wychodząc do szkoły uśmiechałam się nad nią z myślą, jaką to smaczną zrobię sobie z nią kanapkę, jak wrócę. Niestety, po powrocie okazało się, że rzeżucha przez czas mojej nieobecności zdążyła sobie podeschnąć... Jak na złość :) Ale i tak ją zeżarłam.

Pora więc na papryczki, czyli główne bohaterki Hemli-zahrady.



Cyklon. Jak widać porządny krzak się zrobił.




Od jakiegoś czasu kwitnie. Niestety, zrzuciła już chyba z 5 kwiatuszków - jest jeszcze za mała, żeby dać owoce. Mam nadzieję, że moment, w którym zacznie się kształtować pierwsza papryczka już wkrótce :)





Habanero White. Liście ma przepięknie, rośnie ładnie... Biohumus jej widać służy :)




Piri-piri. W porównaniu do swojej siostry jest sporo mniejsza i w o wiele wcześniejszej fazie wzrostu. Ta papryczka jest winą mojego eksperymentu - dostała mniejszą doniczkę. I faktycznie, jak widać miało to spory wpływ na rozwoj.





I druga Piri-piri. Ta jak widać o wiele większa, zaczyna się rozgałęziać. Chyba druga w kolejności da owoce :)

Mam jeszcze piątą papryczkę, a mianowicie Brazilian Chili, która grzecznie rośnie sobie w Katowicach. Wykształca co prawda dopiero pierwszą parę liści, ale jest jedyną papryczką zasadzoną o właściwej porze roku. Zobaczymy, czy będzie rosła lepiej :)


I tyle. Poza tym zaczęło mi kiełkować oregano, ale nie chciało mi się mu robić zdjęcia. Następnym razem się poprawię :)


Tymczasem... dobrej nocy :)


Name:

Komentarze:

05.04.2013, 13:46 :: 83.5.40.149
hemlighet
Wojtuś: nic mi się nie śniło :) Mam gumowe ucho i słyszę więcej, niż Ci się wydaje :P

Mysia: Nie martw się - za pół roku też Ci takie krzaki na pół okna wyrosną :)

04.04.2013, 08:46 :: 94.231.5.6
mysz
cziizas!
właśnie zaczęłam płakać nad moją rukolą i bazylią ^_-

04.04.2013, 08:22 :: 83.29.230.46
Wojtuś
Wcale nie przekląłem, śniło Ci się:) Bardzo ładne krzaczki, tylko robi się ich niebezpiecznie dużo:-)