Nowa twarz Beskidu Małego
15.04.2013 :: 22:23 | Link | Komentuj (2)

Ale walnęłam tytuł, co?
Ale nasza marcowa jeszcze wycieczka właśnie odkryła przed nami coś nowego w tych kopczykach. Nawet nie spodziewałam się, że porośnięte zbocza, na które nieraz gapię się z balkonu mają w sobie jakąś tajemnicę. A tu miła niespodzianka :)

Tutaj piszę relację ja, a relację z tego wypadu oczami Wojtusia z paroma dodatkowymi zdjęciami możecie przeczytać na naszym blogsopcie - klik.

Wybraliśmy się więc na niedzielny spacer. Najpierw obejrzeliśmy obowiązkowo ostatni w tym sezonie Puchar Świata Skoków Narciarskich, a potem w samochód... I do Kóz :)

Umyśliłam sobie bowiem, że chcę zobaczyć Kamieniołom. Ale wcześniej również odwiedzić schronisko na Hrobaczej Łące... Wojciech zgodził się. Nie do końca świadomy tego, gdzie go chcę ciągać :)




Tam, w górę idziemy. Mróz jak cholera. Chyba marzłam bardziej niż "w zimie" :)




Z resztą, nie tylko ja :)





W przeciwieństwie do dnia poprzedniego dreptaliśmy udeptaną ścieżką. Jak miło :)




Na rozejściu.






I Przełęcz u Panienki osiągnięta. Z resztą, nie da się jej przeoczyć :) Na górze w nagrodę zajadamy Michałki :) Mniam mniam.





Lubię wędrówki tym bukowym grzbietem :)



Wojtuś też polubił :)





I Hrobacza Łąka.
Wstępujemy do schroniska, z nadzieją, że gospodarz doradzi nam, jak dostać się do kamieniołomu. Niestety nic z tego... Gospodarza nie ma.

Wychodzimy i uchodzimy zaledwie kawałek ścieżki, kiedy to po lewej pojawiają się upragnione ślady. Na szczęście nie są to ślady a la "za potrzebą". Idziemy! :)









Wojtuś nie jest przekonany o słuszności tej decyzji :)





Chwilę później dochodzimy do drogi, której oczywiście na mapie nie ma. Samochód jest w lewo, a kamieniołom w prawo... No i co tu wybrać?




Na szczęście już po chwili znalazłam kuszące ślady w dół... :)






Wojtuś znowu nieprzekonany... Chyba ucieszył się na widok drogi :) Mi jednak tak spodobało się przebijanie przez śniegu Beskidu Małego, że pocisnęłam od razu do przodu.





Po drodze między bajecznie ośnieżonymi drzewami Beskid Mały pokazał, że góra to góra i tez i on jakąś skałę ma... Po której nieraz trzeba było się ślizgać :)





Urocze takie miejsca :)





I tutaj ulga dla Wojciecha - ślady zaprowadzają nas nad kamieniołom :) Okazuje się, że idziemy nad sporą ścianą, a po chwili możemy ją już oglądać w całej okazałości z boku :)





Tam, górą szliśmy :)





Stajemy i się wgapiamy. Ten widok, jakoś przypomina nam panoramę Czerwonych Wierchów z Przysłopu Miętusiego. Można się rozmarzyć... :)




I na koniec małe błądzenie, płoszymy jednego bażanta i udaje nam się z powrotem trafić do naszej karocy :)


O, taki przyjemny spacer :)




Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu