{ scrollbar-face-color: black; scrollbar-shadow-color: gray; scrollbar-highlight-color: gray; scrollbar-3dlight-color: black; scrollbar-darkshadow-color: black; scrollbar-track-color: black; scrollbar-arrow-color: #75687d;}
Doba komputerów. Internetu. Nasze życie coraz częściej sprowadza się do jednego warunku - nie bywasz na necie, nie ma Cię wcale.
Chcesz być zauważony - pojaw się w internecie. Napisz jakąś okropnie kontrowersyjną głupotę na publicznym portalu. Wkurw paru ludzi niedorzecznym stwierdzeniem. Co z tego, że to jest bez sensu? Przynajmniej zostaniesz zauważony!

Pamiętam te czasy, kiedy internet był dla mnie czymś tak odległym i drogim. Za każdym razem kiedy słuchałam opowieści rówieśników o siedzeniu 'na necie', myślałam sobie : cholera, jakie to gadanie na gadu musi być zajebiste!

Czy było? Tak! W końcu mogłam się podzielić ze wszystkimi tym, co myślę, czego słucham i co aktualnie robię! To było super! Tylko... Czy to kogokolwiek obchodziło?

Najwidoczniej, nie tylko ja tak myślałam. Przez parę ostatnich lat namnożyło się wśród nas mnóstwo portali, które rejestrują każdy Twój ruch, każdą Twoją myśl. Możesz informować znajomych o miejscu w krótym aktualnie się znajdujesz, wzbogacając to z pewnością-dobrej-jakości zdjęciem w rozmiarze VGA. Patrząc w przyszłość widzę wiadomości 'Mam poranne zatwardzenie, spóźnię się do pracy'. Przejdzie?

Nieszczęsnym trafem i ja jestem elementem tej tragicznej układanki olbrzymiego życia społecznego. Widzę, co słychać u znajomych, którzy mnie nie obchodzą i muszę patrzeć na tych, którzy pomimo tego, że w zeszłym tygodniu sprytnie udawali, że nie widzą mnie w kolejce w sklepie, nagle bardzo chcą się ze mną kolegować. A mnie za żadne skarby nie obchodzi, co u nich słychać i gdzie byli na wakacjach. I nie obchodzi mnie ich 'porada na dziś'!

Zastanawiają mnie też ludziki, które swoje drugie życie przeżywają właśnie tutaj. Nagle, z nędznego pracownika myjni samochodowej możesz stać się cenionym architektem. Fajnie, nie? Nawet wyglądać możesz lepiej. Nie widać Twojego krzywego nosa, zbyt krótkich nóg, nie słychać Twojego śmiesznego śmiechu. W końcu możesz być kim chcesz! I co z tego, że na krześle razem z Tobą ciągle siedzą kompleksy? Przecież w internecie ich nie widać.

Czy tylko ja mam ochotę na prawdziwe życie? Ciekawam niesamowicie, czy gdybyście któregoś dnia ze znudzenia zeżarli tą diabelską wtyczkę łączącą z tą całą bandą witrualnych ludzików, ilu tak naprawdę zostałoby Wam znajomych? Ilu ruszyłoby tyłek sprzed komputera i zamieniłoby wirtualne piwo na coś, co faktycznie da się pić? 

Internet to dobrodziejstwo, oczywiście. Ale oprócz tego, szczerze chce mi się rzygać częściej, niż wyciągać z niego korzyści.

A może za niedługo idealni internetowi ludzie sukcesu zostaną wyparci przez życie w 'realu' i bycie robolem zacznie znowu być fajne? Bo wszystko się kiedyś kończy, prawda?






Name:

Komentarze: