{ scrollbar-face-color: black; scrollbar-shadow-color: gray; scrollbar-highlight-color: gray; scrollbar-3dlight-color: black; scrollbar-darkshadow-color: black; scrollbar-track-color: black; scrollbar-arrow-color: #75687d;}








Ludzi uprawiających sport wysokogórski w Andach nazywają andystami, w Alpach - alipinistami, my nazywaliśmy się - taternikami, w Tatrach bowiem stawialiśmy nasze pierwsze kroki w ścianach i graniach skalnych, zdobywaliśmy turnie i szczyty, a przede wszystkim... nabawiliśmy się choroby, na którą medycyna nie zna lekarstwa i bynajmniej nie mamy zamiaru się z niej wyleczyć. Choroba owa nazywa się m i ł o ś c i ą  g ó r, jest potężnym magnesem kierującym w stronę gór nasze najwyższe zainteresowania i nasze kroki we wszystkich wolnych chwilach.
W Tatrach odkryliśmy czar przyrody górskiej, poznaliśmy, jaką radość życia daje możność obcowania z majestatem przyrody górskiej, zaznaliśmy smaku walki z tą surową potęgą. Pokonać ścianę skalną, uciekającą stromizną setek metrów aż hen! - wysoko w niebo, przejść niezdobyte dotąd zerwy granitowe, urzekające swym pięknem, a jednocześnie odpychające grozą niedostępności i sączące w serce człowieka, maleńkiego robaczka u ich stóp, uczucie strachu, zwyciężyć trudności i zwyciężyć właśnie ten strach, stanąć potem na szczycie nietkniętym dotąd ludzką stopą - to są sprawy i uczucia trudne do wytłumaczenia. Trzeba samemu spróbować, trzeba połknąć bakcyla gór.

Wiktor Ostrowski, ,,Wyżej niż kondory''.





Name:

Komentarze:

17.11.2010, 21:59 :: 89.77.164.59
gryna
piękne