The Tatras
05.09.2010 :: 22:42 | Link | Komentuj (0)
Zaraz zaraz... A właściwie to że co? Jedziemy w Tatry?
Tak! To była jedna z najszybszych decyzji w moim życiu. Zakupy w Tesco, pakujemy manatki, odrywamy z plecaków i z kurtki miesięczne błoto z Małej Fatry i.. no po prostu, jedziemy w Tatry!

Autobus 4:35. Taa... Chociaż zastosowałam się do mojej zasady : jak masz wstawać jak wcześnie, to nie idź w ogóle spać! A właściwie to spać poszłam, ale sen nie przyszedł...

Przemierzając kilometry w pięknym górskim otoczeniu delektowaliśmy się zapachem paliwa z oleju rzepakowego, czy czegoś w tym stylu... W każdym bądź razie, dość porządnie było 'czuć', nie pisząc brzydko ;)

Po drodze zdążyłam obrazić Warszawiaków przyklejając im tytuł baranów roku i stwierdzając, że dla nich Beskid Żywiecki to pewnie Małe Tatry. Tak tak!

Kiedy naszym spragnionym oczom ukazały się Tatry, wiedziałam, że już po prostu musi być niedaleko. Dlaczego tylko ja do cholery o najgorszych porach cierpię na takie głupie przypadłości?!!! I dlaczego do diabła bułki z serkiem paprykowym są moczopędne???! n/c.


Mniejsza z tym. Przybyliśmy, dotarliśmy na tak zwaną Jaszczurówkę, do jakiegoś śmierdzącego drewnianego domku. Nie, nie przeszkadzało mi to. Naprawdę. Nie było psów, było dobrze. Trochę tylko skrzywiłam się, kiedy okazało się, że właśnie zjedliśmy talerz jajecznicy za 40 zł. 

Doszło do tego latanie po Krupówkach i marnowanie czasu w obrzydliwie zatłoczonym centrum Zakopanego. I pomyśleć, że to wszystko przez moje gapiostwo!


Ale, ale! Przyszedł czas relaksu. Mieliśmy dzisiaj do zdobycia Kasprowy Wierch!

Odmachaliśmy wszystkim kebabom czekającym w kolejce. Licząc czas wejścia i ich gnicie i czekanie na swoją kolej... Możliwe, że byliśmy na górze w tym samym czasie?





Strumyczek. Kamyczki. Mniejsza z tym, ale światło!


Oczywiście żałowałam, że wzięłam kije. Nauczę się w końcu, że w inne góry niż Beskidy i Bieszczady się nie nadają! Do końca drogi straszyły wszystkich, którzy chcieli mnie dogonić i nazbyt się zbliżyli.






Pamiątkowe zdjęcie z głupią miną, oczywiście.








Turyści podziwiający dość rzadki okaz 'turysty, który ciśnie pod górę o własnych siłach'. Swoją drogą nie wiem dlaczego się tak na mnie gapili.







No, to w drogę!





Wrzosiki.







Pan Giewont. Szkoda, że nie widać kolejki na szczyt...








Mmm :) Obowiązkowo muszę odwiedzić Kasprowy w zimie, z nartami i kijami :D





Czerwone Wierchy :)








Krzywe kolana. Ja sama nie wiem jak to robię!!







Tatery Zachodnie









Wyłoniły się... ;)


Zdobyliśmy w końcu szczyt. A tam co? Najprawdopodobniej ludzie z kolejki, do których'uśmiechałam się' na dole i... herbata za 7,50 zł. Ciekawe jest to, że wcięłam frytki, które kosztowały 7 zł. Z keczupem. Może mi to ktoś wytłumaczyć?



Widoki były... Hem. A jakie miały być? W końcu to Tatry!





Mój nowy cel konieczny : Świnica :D

















No tak. Ale ileż można siedzieć na górze? Z racji na późną porę i niecierpliwiącą się Katarzynę ( zdawałam się jako jedyna mieć poczucie czasu ), zaczęliśmy schodzić do Doliny Gąsienicowej.






Murowaniec. I myślę, że dość ciekawe światło.






Ostatnie zdjęcie tego dnia. Śpiący rycerz przy zachodzie słońca. Tak właśnie chciałam zrobić ;)



Następnego dnia czekała nas trasa, którą już niestety częściowo miałam okazję przejść.
Jako pierwszy cel obraliśmy Dolinę Pięciu Stawów. Do Wodogrzmotów Mickiewicza towarzyszyło nam oczywiście... kebabostwo i kolaski. Było też dużo kup. Urokliwie!

Na szczęście, widok ich wykrzywionych twarzy patrzących na drogę do Doliny Pięciu Stawów działał ku pokrzepieniu naszych serc. Zgubiliśmy ich!




A oto chyba jedyne zdjęcie z Tatr, na którym wyszłam w miarę... korzystnie. Tak. Przy strumyku. Bo przecież w Beskidach nie ma takich strumyków! Kamienie w Tatrach mają W końcu inny kształt! 


Bez komplikacji dotarliśmy. Nie mam zdjęć z drogi, bo kiedyś juz zrobiłam ich aż za dużo. A poza tym, światło było nudne.


Dolinka oczywiście zrobiła na mnie wrażenie. I bigos w schronisku też ;)





Oczywiście zdjęcie na kamorze. Podczas ostatniej wyprawy na podobnym zdjęciu wyszłam jak ośmiornica. W tym roku związałam włosy i uniknęłam wtopy ;)







Z racji, na oczywiście późną porę wyruszyliśmy do Morskiego Oka.














Powdzięczyły się... Aż w końcu znikły.



Szliśmy, szliśmy... I w końcu, wyłoniło się. Morskie Oko!

Niesamowitym było, że nie było oblegane przez turystów. To dobrze. Szkoda tylko, że było... dość późno. 








I ostatnie promyki słońca oświetlające Rysy... Niesamowity widok.














A potem nastąpił powrót i marsz po okropnym asfalcie w ciemnicy. Przynajmniej wyćwiczyłam sobie łydki :P 



Ku naszej uciesze, następnego poranka obudził mnie dźwięk kropel uderzających o szybę. Było to o tyle dobre, że nasz czas w Tatrach na ten wyjazd się skończył. Przynajmniej nie było aż tak żal :)







I na koniec, piwo w moim ulubionym kolorze rodem z deszczowych Krupówek :)

















Smile!
07.09.2010 :: 15:10 | Link | Komentuj (0)







Uśmiech + zieleninka. Dorwałam się do tego zdjęcia jakoś niby przypadkiem i nawet wiem, dlaczego! Bo ja niesamowicie rzadko suszę zęby na zdjęciach.
No ta, góry. Kto w górach się nie uśmiecha? Do tego, kiedy niemalże osiągnął szczyt i w końcu drzewa nie zasłaniają mu pięknych widoczków?

Skrzyczne. Coś mi się wydaje, że wiszę jeszcze relację z tego sierpniowego wypadu. Trzeba się sprężyć, bowiem jutro najprawdopodobniej szykuje się następna, już dawno planowana. 


Jesień! ;-)













Perhe matkaa!
09.09.2010 :: 14:21 | Link | Komentuj (0)
Hyvää huomenta!

Wczoraj było Skrzyczne. Tak, znowu! Skrzyczne - Małe Skrzyczne dokładnie. Z drobnym przestępstwem - celowo zgubiliśmy szlak. 



Niestety do podchodzenia wybraliśmy szlak niebieski. Zdradziłam mój niejednokrotnie uczęszczany zielony i... Tak, żałuję! 

O ile do schodzenia jest dobry i dość szybki, wychodzenie nim nie dostarcza super przyjemności. Nie licząc oczywiście przepysznych Ostrężyn... ;) Olałam wiadomości z wp i postanowiłam się nimi zajadać... Jak widać, jeszcze żyję ;)

Po 'jakimśtam' czasie doszliśmy do połączenia szlaku zielonego z niebieskim. A co to oznacza? Widoczki!







Nie-wiem-ile-razy obfocony widok na Magurkę itepe i drogę do Żywca. 







Widok na Babią Górę. Musiałam się trochę nastarać, żeby ją "uwidocznić" na tym zdjęciu.




 



"O, jaki śliczny muchomorek!" Nawet wygląda smakowicie, nieprawdaż? Podobno jak się takiego skonsumuje, to  nie kopie się w kalendarz... Ktoś wpada na jajecznicę z grzybami? ;)






Lasek. Dość mocno przerzedzony.



Z racji, że szczyt Skrzycznego nie jest miejscem, w którym wyciągam aparat, pożywiłam się pyszną zupką pomidorową i zdążyłam popodziwiać nieco galerię zdjęc wewnątrz schroniska - jeżeli kiedykolwiek tam będziecie, przyjrzyjcie się zdjęciom przedstawiającym poprzednie schroniska na Skrzycznym - koszmar !

Ruszyliśmy dalej.





Wychodzimy z lasu i zaczynają się chyba najlepsze widoki tej wyprawy.


















Po minięciu drewnianej chatki-schronu zobaczyliśmy znajomą zardzewiałą wieżyczkę - Małe Skrzyczne. Tam zapadła nasza decyzja, żeby brzydko mówiąc tym razem "olać" Malinowską Skałę i udać się z powrotem do Szczyrku trasami, które dość dobrze znamy - stokami narciarskimi. Do tego, dość ciekawie było zobaczyć jak to wszystko wygląda w lecie ;)





Trasa Małe Skrzyczne - Hala Pośrednia. Zarówno w lecie, jak i w zimie widokowa ;)







Chyba jedno z moich ulubionych zdjęć z wczorajszego wypadu :)







Drewienko. Co dziwne, schodząc niżej i dochodząc do domostw widzieliśmy, jak mieszkańcy przywłaszczają sobie dość sporą porcję drewna - niemalże każdy miał widoczny zapas drewna na zimę pod domem ;)







Ha ha ha! :D Niestety, ruszyłam zdjęcie, ale mimo wszystko jest ono widoczne - widać, jakie skarby można znaleźć na stoku w lecie - ten pochodzi chyba z lat 60 i zamieszkał w kieszeni brata ;)




 



Trzeba przyznać, że w zimie to wygląda lepiej ;) Nie licząc oczywiście tamtego obrzydliwego, komunistycznego budynku. On zawsze jest paskudny ;)












W dalszym ciągu trasy narciarskie... Na jednej musieliśmy omijać zwalone drzewo. Nie zdziwiłabym się, gdybym w zimie musiała się pod nim schylać ;P






Ostatnie słońce tego dnia i zejście do ośrodka narciarskiego 'Czyrna'. Pustego i potwornie zarośniętego.






Proszę Państwa, czy ja mam zwidy? Dlatego tych armatek stało tam 17?!! Czyżby stał się cud i.... Nie. Armatki nie były nowe. Zdradziła je rdza. A może chociaż używane?


Miejmy nadzieję, że GAT zamierza zrobić narciarzom niespodziankę. Chociaż... ja tam w to nie wierzę ;)



Na dzisiaj tyle. Nakemiin! :)














Ostatnie naście.
12.09.2010 :: 22:20 | Link | Komentuj (0)










:)













Autumn.
16.09.2010 :: 22:04 | Link | Komentuj (0)











Jesień, moja ulubiona.
Wszystko na swoim miejscu, słońce zachodzi o właściwej porze. Popołudniowe ma właściwą temperaturę.
Góry się nie kończą. Stają się piękniejsze.








Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu