Krakowsko i górsko!
10.12.2012 :: 15:54 | Link | Komentuj (2)


Niedziela, późne godziny wieczorne. Podsypiając w autobusie przejeżdżam przez drugie bramki. To znak, że czas się obudzić... bo inaczej obudzę się w Gliwicach. Katowice jawią mi się w tej chwili jako smutne i nudne miasto. Nawet kolorowy Spodek do mnie nie przemawia. Totalnie. Jak może, kiedy mam w głowie ponad dwa dni pełne gór i Krakowa!





A więc i w tym roku wybrałam się na KFG. Początkowo miała być tylko sobota, w rezultacie udało się też i w niedzielę. Za namową pewnego Diabła :)
Tegoroczny festiwal może i nie porywał repertuarem, szczególnie moim zdaniem zabrakło może i w bloku płatnym (poza niedzielą) gości, których chciałabym posłuchać. Ja jednak korzystałam tylko z bloków bezpłatnych. I poniższe słowa umieszczam jako dowód, że nie trzeba było płacić, żeby posłuchać ciekawych rzeczy :) Jedyną troszkę śmieszną rzeczą tam była masa ludzi, którzy mieli na sobie chyba swoje wszystkie najlepsze górskie ciuchy i ogromne plecaki wypchane Bóg wie czym... W swoim "cywilnym" ubraniu czułam się czasem jak kebab :)
Ale! Naprawdę tematem festiwalu były góry na wiele, wiele sposobów. I co ważne, było też tatrzańsko :) Osobiście bardzo zadowolona jestem z wykładów o lawinach w Tatrach, sporo dowiedziałam się też na temat lodowców, które do tej pory były dla mnie czarną magią.
Co poza tym? Nie zabrakło też gór najwyższych, o których opowiadała w swojej prelekcji Kinga Baranowska. Chyba najfajniejszym elementem było w niej nie tyle sama osobista relacja Kingi, ale filmiki nagrane z wypraw.
Jako wielbicielka dwóch desek miałam przyjemność załapać się też na filmy z udziałem freeridowców, niesamowicie efektowne, świetnie graficznie i muzycznie. Ci, co to tworzą naprawdę muszą mieć zmysł. Jeden trailer szczególnie utknął mi w pamięci, polecam obejrzeć - klik.

Żałuję oczywiście, że nie mogłam się rozdwoić :) Przeglądając po wszystkim ponownie rozpiskę stwierdziłam, że jednak parę fajnych wykładów mnie ominęło. Ale... za rok na szczęście też jest KFG :)

Za to festiwal nastawił bardzo pozytywnie, zrobił jeszcze większy apetyt na góry... I właśnie o to chodziło :)






I jako epilog moja zielona czwórka :) Jak widać, rodzinka mi się powiększyła zaskakująco szybko... Wszystkie chcą pić i wszystkie pchają się do lampy, bowiem za oknem słońca brak... Na szczęście nie płaczą :)
















Radość
09.11.2012 :: 23:37 | Link | Komentuj (6)

Wczoraj pierwszy raz od dawien dawna wyrwałam się poza dom z aparatem. Parę godzin taszczenia kochanego aparaciku i co? Zaledwie 6 zrobionych zdjęć... I to tylko 3 zrobione przeze mnie :)
Ale za to jakie fajne!




A takie tam planty w nietypowej kolorystyce.





Najpiękniejsze oczy na świecie :)






I radosny Hemlut :)


I radość z ostatniej chwili...





Moja kiełkująca papryczka :) Jednak warto było czekać dość dłuugo :)




Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu