Po końcu świata
27.12.2012 :: 23:39 | Link | Komentuj (4)
Miał być koniec świata i co? Jajco... I całe szczęście!
Gdyby był, nie przeżyłabym najpiękniejszych świąt w moim życiu :)... i nie zobaczyłabym wschodu słońca na Magurze!

To była dość szybka decyzja. Wpadł pomysł, został przedstawiony i zaakceptowany. Nie wyśpimy się. Lecimy oglądać pierwszy wschód słońca na ocalałej ziemi!

Zaczęło się niezbyt urokliwie. Jazda pustymi ulicami Bielska aż do wiochy zwanej Bystrą... Jazda też była bystra.
Hemli-guide jak zwykle wszystko pokręciła i w rezultacie w ciemnościach błąkaliśmy się po zaułkach tejże miejscowości. Czy ja kiedyś przestanę się tam gubić?! Na szczęście w końcu się znaleźliśmy wyruszyliśmy za czerwonymi znakami.

Światła latarni i domków dość szybko przestało nam służyć. Pozostało założyć czołówkę i iść do przodu w ciemny i oszroniony las. Mróz wesoło pobłyskiwał w świetle latarki. Przynajmniej nie było widać żadnych zwierzęcych oczu :)

Oczywiście na szlaku nie spotkaliśmy ani pół człowieka i dzięki Bogu też żadnej żywej duszy. Dreptaliśmy tylko po śladach zwierzątek, których było na szlaku o wiele więcej niż śladów ludzi :)
Chwilę później pojawiła się chmura. Na tyle gęsta, że uprzykrzała nieco marsz formując ze światła mojej czołówki coś w deseń małej chmurki deszczowej.
Zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby Magura nie będzie dzisiaj zbyt niskim celem, żeby się z tych chmurek wydostać. Dookoła zaczęło jakby powoli się rozjaśniać. Zbliżaliśmy się powoli do rozejścia szlaków, z którego strasznie liczyłam na widoki. Będzie, czy nie będzie, będzie, czy nie będzie...

Tempo mieliśmy zaskakująco dobre. Marsz ciemnym lasem nie sprzyja postojom :)

I oto! Po lewej stronie chmurzysko zaczęło jakby jaśnieć, nabierać znajomych barw. Podświadomie przyspieszyliśmy. Czyżby....?

Tak! Żegnajcie chmury!





Witajcie widoki! I zaczął się festiwal pstrykania dla głodnego fotografa, jakim byłam ja ;)





Tam mogliśmy być. W sumie to dla samego widoku Skrzycznego z Magury cieszę się, że jednak zdecydowaliśmy inaczej :)





Przepiękne kolory zimowego wschodu słońca :)





Wojtuś szuka Igły w Durnym :)


















A tamta mała wyspa? Czupel, o. Amatorzy wschodu słońca z najwyższego szczytu Beskidu Małego też w ten dzień mieli używanie ;)





Sprawdzone sposoby na ogrzanie się :)








Zimnoo!








I jeest! Sprawca całego zamieszania podpala nam Bradavicę :)











Trochę słońca i tyyle radości :)






Prawie jak nad morzem :)




Hm?






:*








I na co najładniejszy widok? Na naszą ulubioną górkę :)












I dla odmiany rzut na drugą stronę, czyli Szyndzielnię i dzięki Bogu schowane pod chmurami miasta GOP. Tyle mogły zrobić dla publiki :)


Po dość solidnej sesji zdjęciowej zachodzimy do schroniska. Jesteśmy pierwszymi gośćmi, co w sumie nie powinno dziwić... I chyba jedynymi w całym schronisku :) Pijemy herbatę i w drogę. Czekają nas dzisiaj jeszcze... zakupy świąteczne :P





Że niby trzeba schodzić w te chmury? :(




Ostatnie radości ze śniegu i słońca... Tego tam na dole nie ma :)





Hokus pokus czary mary...





I bach! Świat znów jest szary. Ale to, co pozostaje w głowach i na karcie pamięci, to nasze :)















Miłość, Beskid i Kościelec!
21.11.2012 :: 13:05 | Link | Komentuj (4)
Życie w dolinach jest raczej smętne i mało ciekawe. Przykładowo w tej chwili, siedząc w totalnej mgle na dobicie oglądam sobie, jak pięknie świeci słońce chociażby na Szyndzielni. No cóż...

Korzystając z wolnego weekendu (co od października jest zjawiskiem niezwykle rzadkim) postanawiamy wyrwać się gdzieś wyżej. Chęć wyskoczenia na naszą ukochaną górkę kłóciła się troszkę z chęcią poznania jakichś nowych terenów. Dlatego postanowiliśmy jakoś to połączyć :)

Około 9.00 meldujemy się na Przełęczy Salmopolskiej, nazywanej potocznie Białym Krzyżem. Jakimś cudem wszyscy ludzie z autobusu gdzieś się gubią... Na całe szczęście!




Cisza i spokój na szlaku. W okolicach Malinowa spotykamy dwójkę całkiem miłych Panów. Robią dziwne miny jak wspominamy, że idziemy na Kościelec... ;)







I jesteśmy pod Malinowską Skałą. Widoczność niestety dzisiaj dość przeciętna, więc nici z widoku na Tatry - najbardziej pożądanego ;)




I kde ted'? ;)
Przed siebie!



Jeszcze zalesione pagóry Beskidu Śląskiego z Pilskiem w tle ;)





I rzucik na Kotlinę Żywiecką.




I masyw Skrzycznego. Jak widać z lasów zostało tam naprawdę niewiele.


Trochę przedzierania się przez lasy i błota i oto zdobywamy... Kościelec :) Co prawda o 1100 m z kawałkiem niższy od swojego tatrzańskiego krewniaka, ale jak na beskidzkie warunki jest dość niezwykły :)




Skalisto :)






Wojtuś musi przetestować :)







Ciekawe miejsce :)

Mapa jednak twierdzi, że gdzieś w pobliżu jest większa skała. Wyruszamy na poszukiwanie...




Ale znajdujemy tylko to. Może i nie największa, ale całkiem urokliwa ;)





Piękne, jesienne Beskidy :)




Idealne miejsce na miłość :)


Skała czeka na zdobycie...



I jest ;)








Im wyżej, tym lepiej.... ;)





Nowe miejsce odkryte. Obiecujemy sobie wrócić tutaj na ognisko i ze sprzętem :) Tymczasem jednak Skrzyczne czeka na wizytę :)




Na początek Malinowska Skała, która po wykarczowaniu paru drzewek na wierzchołku stała się pięknym punktem widokowym... Do którego ja jednak nie jestem przyzwyczajona i jakoś średnio przekonana :) W Beskidzie Śląskim szkoda mi każdego najmniejszego drzewa.

Znajduję sobie miejsce w Malinowskiej Skale... dosłownie :) Czekam i straszę ludzi :)





W tym czasie Wojtu cieszy się skałą :)





Z Diablakiem na czele :)





Były las :)








I Skrzyczne. Mapa, na której błyskawicznie można odnaleźć miejsce, w którym aktualnie się znajdujemy :)


Dobrze znane i lubiane widoki. Tutaj Magura w jesiennej szacie.








I piękne światełko :) Za parę lat to miejsce zapewne całkowicie zarośnie i znikną piękne widoki... A szkoda! ;)






I w stronę smogu... A fe!





Uwielbiam ten widok :)

I to by było na tyle od strony fotograficznej :)


Zaopatrzeni w nieco pozytywnej energii wracamy w doliny. Mam nadzieję, że wyrwiemy się z nich jak najszybciej :)


I na koniec moja podopieczna, która pięknie rośnie :)






The Cure - Pictures of you















Hory, hory...
21.10.2012 :: 23:06 | Link | Komentuj (4)




Jsou takové magické místa, kde se vždycky radi vrátíme :)

Fotografie ukazuje Klimczok, takovou malou horu v Beskidech.

















Touha
09.10.2012 :: 22:05 | Link | Komentuj (4)

I znowu wchłonęło mnie duże miasto. Przymusowo porzuciłam wszystkie najwyższe przyjemności dla dobra przyszłości. Właściwie, to porzuciliśmy. Jedynym plusem jest to, że już "wkrótce" powinno być widać efekty...

Zaniedbuję trochę ostatnio moje miejsca w internecie. Z jednej strony szkoda by było niszczyć to "wypracowane" miejsce, ale z drugiej... Czasami warto odpocząć. Zwłaszcza ze względu na to, że mam okropną alergię na bycie naśladowanym. I tracę sympatię do wszystkich osób, które to robią, niestety.
Na fotolog jednak zawsze zaglądam chętnie :)

Do obejrzenia parę zdjęć średniej, bądź raczej gorszej jakości, które jednak wyjątkowo lubię oglądać.


























Tęsknię za Beskidami...















Beskid Węgierski, hęę?
17.09.2012 :: 21:49 | Link | Komentuj (2)
Z chorobą jest jak z pogodą. Przychodzi najczęściej na weekend!
Po narzekaniach i dojściu do siebie już PO WEEKENDZIE cóż pozostaje? Wrzucić jakieś zdjęcia z poprzedniej, beskidzkiej wycieczki :)

Beskid Śląski. Trasa, w której nie osiąga się nawet 1000m. Kto by tam jednak patrzył na liczby! Zmęczona hałasem na tatrzańskich szlakach wręcz chłonę spokój na szerokim, leśnym szlaku, gdzie ludzi jest jak na lekarstwo. Szlaku pełnym niespodzianek - od przymilnych kociaków, przez małą stadninę koników gdzieś na przełęczy, między lasami i piękne, zielone hale po w końcu odkryty Beskid Węgierski z pięknymi widokami na masyw Skrzycznego... Jest na co popatrzeć, gdzie się zatrzymać, zapatrzeć. Szczególnie ten ostatni polecam - wędrówka nieco niższym pasmem równoległym do popularniejszego i bardziej widokowego Skrzycznego jest bardzo przyjemna.


Trasa : Ustroń Polana-Orłowa-Trzy Kopce Wiślańskie-Przełęcz Przegibek-Kotarz-Przełęcz Karkoszczonka-Szczyrk.


I oto parę zdjęć z tamtego co prawda mało-fotogenicznego dnia, który jednak upłynął pod hasłem "I love my lens" :)














Takie miejsca tylko w Beskidach :)

















































Tyle :)

Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu