Śnieżne podboje!
06.12.2010 :: 17:31 | Link | Komentuj (2)
Oj taak. Uśmiechu na mojej twarzy nie było konca, kiedy to jakiś czas temu spadł śnieg! Pierwsza myśl dotyczyła oczywiście nart, nie wiedziałam natomiast, że tak szybko spróbuję korzystać z tej urokliwej pory roku w inny sposób... ;)

A więc, w ostatni weekend w naszych głowach zrodził się pomysł, aby w końcu wybrać się w te góry, a skoro już spadł śnieg... To nic :) Jako cel naszej wycieczki nie wybraliśmy niczego odkrywczego, lecz po prostu - Skrzyczne. Co w rezultacie, okazało się wyborem wręcz genialnym :)

Pobudka 5.30, egipskie ciemności. Z trudem odkleiłam oczy, ale fakt faktem - nie w sposób narzekać, kiedy w perspektywie ma się piękny dzień, a poza tym... Przecież sami się tam pchaliśmy :)

Pozdróż do Szczyrku z zamkniętymi oczyma minęła niestety bardzo szybko - a autobus był taki ciepły! Rzeczywistość niestety była bardziej brutalna, a czas gonił. Więc w drogę!



Jesteśmy na miejscu. Chłód nas dobudza i ładnie prezentują się "budzące się" również szczyty, oświetlone porannym, różowawym światłem :)


Wtaczamy się na zielony szlak.



Zmagamy się z zimnem i pierwsze 'ale fajnie' tego dnia - zostawiamy mgłę w dole :)





Brr, zimno!










Dodatkowe rękawice w zapasie :)





Pierwsze spojrzenie na nasz cel :)







Farba na włosach pod wpływem niskiej temperatury powietrza odmówiła posłuszeństwa i... uciekła! Musiałam pobyć trochę siwa :)



Po przebyciu 'cywilizowanej' drogi odbijamy w lewo, wraz ze szlakiem, w niewiedzy, co nas czeka... A tu wydeptany szlak! Ucieszeni, poprawiamy czyjeś ślady. Z początku śledzi nas jakiś pies, ale szybko się ulatnia, pozostając dla Artura nadal moim przywidzeniem. I co ja mam z tym mężczyzną? ;))












Idzie się super, robi się ciepło, humory zaczynają dopisywać coraz bardziej :)





Fajnie podświetlone drzewa, które niestety mogłam uchwycić tylko w ten sposób :( Ale myślę, że i tak je widać ;)











Idzie nam się tak dobrze, że stwierdzamy, że kosztuje nas to mniej wysiłku niż w lecie! Temperatura jest na tyle optymalna, że śnieg nie przykleja nam się do butów. Do tego jest pięknie, po prostu warunki idealne :)







Zdjęcia pamiątkowe, zimowe portreciki :)














Pniemy się w górę!

















Uskok Hilarry'ego xP








Wyłaniają się pierwsze widoczki ;)





















Dla wątpliwości - ten czarny pasek, pośrodku to nie żaden mój błędzik, lecz DRZEWO. Bardzo bym chciała, żeby właśnie go tam nie było, bo trochę psuje mi panoramę, ale niestety - niektóre rzeczy najzwyczajniej ode mnie nie zależą :)








Promienie słoneczne coraz bliżej ;)





Nauczyłam się suszyć zęby ^^






Arturo :)








Niezbyt ostro, ale za to dość słodko :)








I w końcu przebija się do nas słońce :)



















Pierwszy, niewinny widok :) Zapowiedź tego, co zobaczymy za chwilę...

































Tak się składa, że dochodzę pierwsza do miejsca widokowego i.... bardzo głośno prezentuję swoje zdanie na temat tego, co widzę! "Nie mów, nie mów, sam zobaczę" I chwilę później oboje podziwiamy takie widoki....








Starałam się jak najbardziej upodobnić zdjęcia do tego, co widzieliśmy na żywo :)



















Chciałam nieco ulżyć aparacikowi i zrobiłam zdjęcie przez okulary, które bardzo spodobało się Arturowi, więc pozostawiłam je nietknięte ^^ Niestety, do teraz nie mam bladego pojęcia, gdzie posiałam mój filtr. Fail!







Pomiędzy Babią Górą ( niewidoczną na tym zdjęciu ) a Pilskiem pięknie prezentują nam się Tatry! Ich widok będzie nam już towarzyszył niemalże do końca wyprawy ;)



Ubieramy okulary! Słońce odbija się od śniegu i piekielnie razi. Przy okazji oczywiście - uwieczniamy :D



















Dwa w jednym ^^ Kasia w oldskulowych okularach ( fajnie mieć starszego brata ^^ ), a w nich... Arturo :)






















Widoczki, widoczki... ;)












I pokojowa Katarzyna :)
















Ale na tym nie koniec - czas wyruszyć w dalszą drogę :) Niestety, ślady się kończą i aż do szczytu jesteśmy zdani w tej kwestii tylko na siebie ;)









Przedzieramy się przez stok - już czynny, po drodze mijają nas deskarze i w mniejszej niestety częsci - narciarze :)

















Lubię to zdjęcie ^^







Mrozik trzyma ^^








Kolejna widokowa część trasy, która za parę lat już nią niestety nie będzie :) 













Nasza droga - wbrew pozorom, dość męcząca i wcale nie łatwa :)


















Pięknie widoczne Tatry. Dlaczego ich widok w Beskidach zawsze cieszy najbardziej? ;)






I w drugą, bardziej syfiastą stronę ( po lewej ). Katowice pozdrawiają ^^






Urocze białe choinki tworzą fajny kontrast z czystym niebem :)









Prawie na miejscu ;) Postanawiamy przebić się na górę stokiem.

























Przy takiej pogodzie wszystko jest fajne! Nawet zwykły znak :)













No i szczyt :) Jesteśmy jedynymi plecakowymi turystami ( nie licząc jakiegoś pana, który w czasie kiedy wchodziliśmy do schroniska wychodził i w sumie chyba miał plecak ). Nie muszę chyba wspominać, że na szlaku nie spotkaliśmy ani pół żywej duszy ( nie licząc psa )? ;)




















I tym razem nie dajemy schronisku zarobić. Dlaczego? Kto kiedykolwiek był w schronisku na Skrzycznem, wie o czym mowa. Popijamy herbatkę, posilamy się i postanawiamy wybrać się na Małe Skrzyczne bardzo ładnym szlakiem, który jednocześnie w zimie jest trasą narciarską - w moim mniemaniu, bardziej biegową :)



























Mam bardzo podobne zdjęcie, z tym, że bez śniegu :) Odsyłam do wrześniowej notki, również na temat Skrzycznego :)





















Kolejne piękne widoki. Tym razem - słowacka Mała Fatra! Dość łatwo rozpoznawalna ze względu na charakterystyczny kształt Wielkiego Rozsutca, z resztą zdobytego przez nas w tym roku :)









Babia Góra ( po lewej ) nabiera fajnego kształtu ;)















Słońce przygrzewa... Dość porządnie ;))


























Chatka! Dobra opcja, żeby trochę się pożywić i posiedzieć w cieniu ;)








Dokładnie widzimy naszą drogę ;)









Widok z chatki :)













Babia :)









Zdobywamy Małe Skrzyczne i postanawiamy zejść dobrze nam znanymi trasami narciarskimi do Soliska ;) Na zdjęciu - trasa Małe Skrzyczne - Hala Skrzyczeńska ;)

Poza tym, muszę się pochwalić! Od wrześniowej wycieczki, kiedy to również schodziłam tą trasą, zastanawiała mnie jedna myśl - co to za góra z wieżyczką, tam w oddali? I oto, udało mi się go rozwiązać - to czeski Pradziad :) Przy zjeździe tą trasą więc podczas dobrej widoczności polecam rozglądać się w lewą stronę więc ;)














Wpadamy na świetny pomysł : okazję zobaczenia nas na wizji! Machamy niewinnie do kamerki internetowej, gdzie z ciepłych domów odmachuje nam rodzina ^^






Bardzo dobrze widoczne Juliany ( na górze ) i Golgota ( nieco niżej ), dość solidnie naśnieżana :) Narty już przygotowane ^^











Pozycja snowboardowa - złooo! ;))







No i koniec naszej wyprawy :) Uciekamy przed armatkami śnieżnymi, łapiemy ostatnie promyki słońca i niestety, marzniemy niecałą godzinkę na przystanku :) Wycieczka jednak baardzo się udała i myślę, że była jedną z naszych lepszych :)


A gdzie następnym razem? Pilsko? ;)

















Jul
10.12.2010 :: 23:24 | Link | Komentuj (0)
No to jul! :)














*



















Czesztina
15.12.2010 :: 11:25 | Link | Komentuj (1)







Tak się uczą slawiści ;))

















Naaarty!
17.12.2010 :: 22:48 | Link | Komentuj (0)
Tak, proszę Państwa! Dzisiaj właśnie było dane nam rozpocząć sezon narciarski 2010/2011 :)
Niezwykle wcześnie? Tak właśnie! W tym roku bowiem wreszcie pogoda postanowiła zrobić przysługę wyczekującym narciarzom i zesłała porządny śnieg nieco wcześniej, niż dopiero w styczniu. Dlaczego tak nie może być co roku? :)

Mniejsza z tym. Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem były również warunki ( wybraliśmy się do Czyrnej ), które z reguły jednak... nie zachwycają. Szczerze - nie pamiętam, kiedy ostatnio w Szczyrku można było przejechać się świeżo wyratrakowanymi trasami bez obawy, że nagle bez spostrzeżenia wyłoni się jakaś dość znacząca mulda i przykładowo pochłonie jedną z twoich nart... Wielki pokłon w stronę GATu, którzy zdaje się, w końcu zaczęli coś robić.

Do pełni szczęścia brakuje nam chyba jeszcze tylko Golgoty i Pośredniego, nie licząc oczywiście nieskończonych kont terminowych i cudownej pogody :)

A tymczasem trochę zdjęć z dnia dzisiejszego ( tylko trochę z powodu problemów stricte technicznych ) :







-Czy ta chata tu stała w zeszłym roku?
Nie, nie stała. W oddali Skrzyczne, piękny poranek :)







Państwo narciarze :) Arturo tylko nie zdążył się uśmiechnąć :)






Hala Pośrednia :)








Ostatnie spojrzenia na Skrzyczne, z parkingu :)



I to niestety na tyle :)
















Well, well
22.12.2010 :: 21:49 | Link | Komentuj (0)
Nareszcie mam swój wymarzony odpoczynek. Nie przyszło mi niestety do głowy, że rozpocznę go przedwczesnym powrotem do domu i zaatakowana przez jakieś koszmarne wirusy. Aczkolwiek to jakoś tak znowu strasznie nie przeszkadza.
Dla uzyskania równowagi w świecie i w naturze wspomnę, że jak zwykle czegoś mi brakuje.
Naokoło słyszę wieczne wymówki związane z 'świątecznym zamieszaniem'. Ja tego nie rozumiem; jak dla mnie wszystko dzieje się tak, jak się działo. Mam tylko trochę mniej pieniędzy w portfelu :)
Ale! Czegoś brakuje mi szczególnie - aktywności!
Zima jest piękną porą roku i zaryzykowałabym stwierdzeniem, że nawet moją ulubioną. Tylko dlaczego akurat wtedy, kiedy mam w posiadaniu wolny czas do zagospodarowania, pogoda krzyżuje mi plany?
Wystarczy spojrzeć za okno. Tak, bardzo chciałabym udać się w góry. Niestety, na wędrówkę śnieg jest za mokry, a do jazdy na nartach - też!
Mówcie co chcecie, narzekajcie; ja marzę o -10. Gdyby całą zimę średnia temperatura wynosiła właśnie tyle, byłoby idealnie.


Nie mam dzisiaj zbytnio zdjęć do pokazania, bowiem od dość czasu jeśli nie ruszam się gdzieś wyżej z domu, to aparat nie wychodzi z pokrowca. A pstrykacz hp-ek niestety umarł i czeka na swojego zastępcę.

Mogę pokazać za to miejsce, w którym bardzo chciałabym się teraz znaleźć. Z góry zaznaczam, że pożyczyłam go sobie z wikipedii i nawet zapisałam na dysk, bo lubię się nim czasem podelektować :)





Oto szczyt Galdhøpiggen, najwyższy wierzchołek Norwegii :)















Jul!
24.12.2010 :: 13:20 | Link | Komentuj (2)
No, to mamy Jul! Jul rządzi się swoimi prawami. Szczególnie na podbeskidziu - w wigilię musi lać! ;)) Ale nie szkodzi, wystarczy spuścić rolety i mieć nadzieję, że jutro po odsłonieniu ich ujrzę znowu puszystą, białą powłoczkę.

W tym roku nie było opierdzielania się. Zamieniłam się w fabrykę ciastek i jakimś cudem - wszystko wyszło! :) Dlatego też nie będę skromna i muszę się pochwalić :)

Na pierwszy ogień poszły czekoladowe kuleczki ( których już niestety nie ma ), z Ikejowskiego przepisu. Podobno każdy szwed robi je co najmniej raz w życiu. Zaliczyłam więc kolejny krok ku Skandynawii :P




Kuleczki te mają jedną, bardzo poważną zaletę - nie można ich spalić! Są wersją bez pieczenia, można powiedzieć ekspresową. Niestety wadą jest to, że muszę odczekać w lodówce 30 minut. Dla łasuchów to zdecydowanie za długo ;)





Można zrobić jeszcze wersję obtoczoną w kokosie ( ja wybrałam cukier puder ), ale nie wiedzieć dlaczego mam uraz do wszelkich ciastek z kokosem.






Ciastka grzecznie poczekały sobie w lodówce nawet całą noc, a następnego dnia... Przyszedł czas na kolejne ;)

W ambitnych planach były trzy rodzaje - i rzeczywiście w rezultacie tyle też powstało :)






Syfiks niesamowity - ciasteczka w progresie ^^






Wyrabianie i ugniatanie ciasta... po mojemu :E Przynajmniej szybciej poszło ^^






Wykrawanie ciastek... Jak zwykle wyszło więcej, niż oczekiwałam i niestety z braku foremek najwięcej było księżyców... A choinki były ręczne ;)





Upieczone :) Tajemnicza polewa Katarzyny zamontowana + drobne pyszności na górę i gotowe ;) Niestety podczas schnięcia ciasteczka zajęły całą kuchnię ;)






Czas na focing ^^














Lecę świętować i pilnować giga wielkiego sernika ( bez rodzynek! ^^ ) który postanowił sobie wypłynąć z formy.

God Jul i... smacznego ;)















Another wonderland
27.12.2010 :: 09:40 | Link | Komentuj (0)
Nie wszystkie marzenia są odległe i nie do spełnienia. Czasami warunkiem szczęścia jest coś może pozornie szalonego, ale w gruncie rzeczy realnego... Dlaczego by nie korzystać?


Ze strony : ' http://www.vratna.sk/sk/ostatne/webkamery?img=186&w_id=2 '. Dzisiaj nareszcie zdążyłam, zawsze jak mi się przypomni, to zazwyczaj jest już ciemno i widać tylko czarną plamę.





A oto właśnie jedno z takich moich marzeń :) Chleb, godzina 9.00 dnia dzisiejszego.















Let's skiing!
30.12.2010 :: 14:40 | Link | Komentuj (0)
Po chwilowej pogodowej niedyspozycji na termometrach słupki rtęci ponownie obniżyły się - na naszą korzyść :) Zima ponownie zaczęła przypominać zimę, Warszawiacy zaczęli narzekać na polską "Syberię" i robić sensację na miarę tegorocznej majowej powodzi - bo przecież, w Polsce zima się nie zdarza ;))

Południe, a dokładniej pewna jego część zamiast narzekać i siedzieć w domu... jedzie na narty! Toteż uczyniliśmy wczoraj :)

Tym razem naszym celem były Juliany - niestety nie całkowicie otwarte, z racji tych okropnych roztopów. Zabrakło 9-ki i naszego ulubionego iście diabelsko stromego odcinka, którego nie wypada przejechać inaczej aniżeli na krechę. Ale to nie przeszkadza - w tym roku zapewne nieraz jeszcze nim zjedziemy ;)

Zaczęło się od Białego Krzyża. Jest to bowiem chyba najlepsze w okolicy miejsce do nauki jazdy ;)

Zdjęcia co prawda może nie są przejawem zajebistości - byłam zdana na mój telefon po tragicznym wypadku, który ostatnio przydarzył się mojemu staremu pstrykaczowi.


A więc : Biały Krzyż i piękny, zimowy poranek :) Z pogodą znowu mamy fuksa :)








Biały Krzyż jednak dość szybko się znudził, a naszym dzisiejszym celem miały być jednak Juliany.





Fail mojego telefonu. Ale przynajmniej widać dobrze, jak było ;)






Wyjeżdżamy wyżej... I naszym oczom ukazuje się piękny widok, doliny toną w mgle/chmurach, a my mamy piękne słońce :)





No i my :) Niestety jeden mój róg się schował :(




A oto 10-ka, której nie próbowałam. Ale podobno była koszmarna ;)




Odnośnie warunków : nie mogę powiedzieć, że były złe. 8-ka była utrzymana dobrze, ale ją generalnie dobrze jest utrzymać. Odnośnie Golgoty, którą wczoraj też wypróbowałam - oprócz oblodzonego początku, fragmentami było dobrze - ktoś się chyba wziął za nocne naśnieżanie ;) Szkoda tylko zabójczych fragmentów lodu, który przypomniał mi o tym, że należy znowu naostrzyć narty.

Nie obyło się oczywiście bez przygód, tym razem w drodze powrotnej ;) Jak się okazało, podczas jazdy samochodem można zgubić... buta narciarskiego!


A teraz... let it snow! ;)





Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu