I'm fine
09.10.2010 :: 22:48 | Link | Komentuj (1)


Zamieszanie z poplątaniem. Mimo tego, nie jest negatywnie, absolutnie nie jest. Nie może być, kiedy się ma to, co się chciało. Lepiej nawet nie próbować narzekać.


Generalnie, to nawet nie ma na co. Nie jest gorąco. Autobusy nie są zatłoczone. Nie spóźniają się. Nikt się nie czepia. I dlaczego ludzie tak narzekają na Katowice? :)


Aparat śpi w domu. Niestety :)


A ja bawię się starymi zdjęciami. O, tym na przykład.








Mam ochotę na szalone kolory. 

















Vyborné
14.10.2010 :: 21:50 | Link | Komentuj (0)

Hmm?


Kto by pomyślał, że codziennie dojeżdżając przeciętnie 4 środkami transportu i siedząc na tyłku bez przerwy 1,5 godziny można zaznać więcej spokoju i radochy niż w spokojnym miasteczku z widoczkiem na góry z okna? Na pewno nie ja, jeszcze jakiś miesiąc temu.
Nawet, jak nawiewa Ci autobus po tym, jak z dość sporą intensywnością go ścigasz i przebiegasz czerwone światło ( kolejną niebywałą rzeczą jest, że puszczają Cię kierowcy! ) i kolokwialnie mówiąc Ci 'spierdala', możesz sobie iść i kupić precelka. Do tego posłuchać opowieści o tym, jak to piekarze zjebali robotę i dlaczego właśnie Twój jest spłaszczony. Do tego czytasz w swoich notatkach wyrażenie 'centralny hajcung'. Czy czekając na następny autobus wypełniała Cię złość? Już dawno nie ma po niej śladu! ;)



Tylko filozofia jest do dupy. Cóż :)











A to jsem já.





Na shledanou! :)
















Takie mają nurki
19.10.2010 :: 22:23 | Link | Komentuj (0)
Day by day... płynie sobie moje nowe, życie studenta.

Korzystając z okazji i przerwy pomiędzy codziennym niemalże rytuałem komentowania fryzur w m jak miłość, a spoczynkiem pod postacią snu, w który zapadam zadziwiająco szybko, postanowiłam podzielić się doświadczeniem zdobytym podczas tego niewielkiego okresu czasu.

Chociaż mamy wtorek, ten tydzień odznacza się jako pełen wrażeń. Nie czekałam co prawda 1,5 na otwarcie  dziekanatu, ale za to udało mi się być na ćwiczeniach z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego.

Tym razem nikt nas nie pytał, czy zajarzyliśmy rosyjskie literki. Nikogo nie obchodziło, że nasze kserówki nadają się tylko do interpretacji "co poeta miał na myśli", bez rozumienia dokładnej treści. Padały za to bardziej zaskakujące pytania.

Zazwyczaj dość łatwo i chętnie przyjmujemy komplementy, które świadczyć mogą o naszej kompetencji wyższej, niż przeciętna. Ale... dlaczego studentów pierwszego roku traktuje się, jakoby byli co najmniej na trzecim?! Jeśli chodzi o gramatykę, proszę o gimnazjalne traktowanie.

Nasz cudowny system edukacji nie przewidział tego, że gramatyka może się jeszcze komuś na cokolwiek przydać. że zapomnimy, że istnieje coś takiego jak rodzaj przymiotnika i rozewrzemy szeroko gęby, kiedy ktoś nas o coś takiego spyta. Tym bardziej, na ćwiczeniach z ućitelem, który jednym okiem patrzy na drugą, a drugim błądzi gdzieś po szóstej i wydaje się, jakoby nadal żył w przekonaniu, że calą podstawówkę uczyliśmy się rosyjskiego.

Cóż poza tym? 

Odprężenie. Może to dziwne, ale dokonuje się ono na przedmiocie kierunkowym - czeskim. Dzisiaj np. zostaliśmy wyznaczeni, do namalowania naszego pokoju. Miło wiedzieć, że Minister Edukacji przewidział zajęcia rozwojowe też pod takim kątem, aczkolwiek szczerze - wolałabym malowaniem zająć się na ulubionym scs. Nawet, jeśli miałyby to być bryły cyrylickiego alfabetu.

Odchodząc nieco od tematyki zajęć, po dwóch tygodniach porządnej walki z własną silną wolą, przestałam opierać się urokom IKEI, przejeżdżając dwa razy dziennie obok. Wczoraj, spojrzały na mnie pierniczkowe świeczki. Dzisiaj, zielony świecznik ( bo kto to widział świeczki bez świecznika?! ). Zatem, boję się jutra.


W naszym studenckim mieszkaniu, panują raczej naukowe klimaty. Wyzwany został już Sokrates i to niejednokrotnie, zarzucano mu brak doświadczenia w macierzyństwie. A żeby tego było mało, my, studenci zmuszeni jesteśmy do słuchania symfonii. W poniedziałek, co do zegarka o 7.29 rano. 


Naukowym nastrojom nie sprzyja niestety często poprawność merytoryczna. Ja, Katarzyna wypowiedziałam dzisiaj w celu dokładnego opisania co to jest skafander, że 'taki mają nurki'. Jak na studentkę filologii zostało, nieprawdaż?


Pragnę opisać jeszcze krótko nowości kulinarne. 
Hit 1# handmade hamburgerki z nadzieniem mexicana z kerfura i bułką za 15 gr 
Hit 2# zupa dnia z wszystkiego ( pomidorowa, znaczy się ) z ikei + bułka za 1,50 zł ( zestaw głodny student )
Hit 3# hot dog ikea z pożywnymi dodatkami, który jest wielki duchem


Myślę, że to nie wymaga komentarza. Auwiedersehn!
















Ale o co chodzi?
27.10.2010 :: 18:29 | Link | Komentuj (3)
No właśnie?



Tak. Od około miesiąca mieszkam bez aparatu. No, bez MOJEGO aparatu. Jedynym pstrykającym kompanem jest mój eks, a konkretnie pierwszy aparacik - kompakcik HP. A, że w przeciwieństwie do właściwego jest malutki i poręczny, jeździ sobie ze mną codziennie do Sosnowca. W związku z tym, podzielę się dzisiaj z Wami efektami moich wędrówek po Katowicach, które jak już wcześniej wspominałam - wcale nie są brzydkie :)


























Ostatnie, liściaste pochodzi z Sosnowca.




Na schledanou :)
















Welcome Ciechowicie
30.10.2010 :: 13:28 | Link | Komentuj (0)
Dlouhy weekend, yeah. Bo pierwszym kolosie, który poszedł gładko, odreagowywując z kawą na Koszutce przegapiłam chyba z dwa albo trzy autobusy, które miały dostarczyć mnie na dworzec tymczasowy. W końcu, wznosząc swoje cztery litery nie wiedziałam, że zamierzam przegapić również czwarty.

W Katowicach wieje-jak-chuj. Nie wiem dlaczego. Jest nawet jedno takie miejsce ( koło spodka, konkretnie podążając w stronę ronda z przystanku na Uniwersyteckiej ), z którego wywiewa jak na Babiej Górze, bez kitu. Kto mi nie wierzy, polecam pojawić się tam koło 16.

A więc. Pozbierawszy się, przytoczyłam się na przystanek w oczekiwaniu na autobus 0, który rzekomo miał mnie dowieźć pod sam dworzec. Olałam sprawdzoną 600-tkę, bo nie chciało mi się pruć przez światła.

Co z tego wyszło? Autobusu oczywiście, nie było ( może nad tymi zawierającymi zero w swoim numerze ciąży jakies fatum?! ). Spojrzałam na rozkład, żeby dowiedzieć się, że gdyby jednak przyjechał, wywiózłby mnie w podejrzane tereny. Chcąc czy nie chcąc, poszłam więc na tramwaj.

Przystanku nieopodal dworca tymczasowego oczywiście nie ma. Miałam do wyboru wysiąść na Rynku i zabłądzić, albo na Placu Miarki i toczyć się w dół. Oczywiście, wybrałam opcję drugą.

Tymże oto sposobem dotoczyłam się na dworzec, odziwo nie stojąc w kolejce po bilet i w końcu, z 15-minutowym opóźnieniem grzałam się w pociągu do Żywca. Warto dodać, że przez cały ten dzień nie odrywałam się od 'Wszystko za Everest'. Połknięta w dwa dni, wszem i wobec polecam.


Czechowice. Cisza. Dużo ciszy. A Kaniów? Tam to dopiero!

Kaniowski cmentarz stał się głównym ośrodkiem towarzyskim, na te parę dni. Te same babinki, które do siedzenia w autobusie dobiegają w pięć sekund kursowały po wodę częściej niż ja. Jedna nawet rozpoczęła ze mną rozmowę 'Tyle roboty, że co chwile muszę jeździć i poprawiać. Jakby to było na jutro, to by było o wiele łatwiej.' Uśmiechnęłam się tylko blado i pomyślałam ' To dlaczego nie zacząć w niedzielę?'

Problem w tym, że w Kaniowie co roku nieoficjalnie organizowany jest konkurs na 'najpiękniejszy, najbardziej lśniący i pachnący grób'. Jak osiągnąć efekt pachnący, nie mam szczerze pojęcia. Podobno wyniki takiego konkursu przydzielają daną ławkę w kościele i załatwiają miejsce w kolejce po 'opłatek'. 


Były wesołe Czechowice, poruszony Kaniów, niech będzie teraz Bielsko. Zakorkowane Bielsko.

Na tzw. Pigalu palą się znicze. Wnikliwie poszukując krzyża znalazłam tylko zdjęcia kurczaków. Dosłownie. Zapalać znicze kurom? Dlaczego nie!


Tak poza tym, zaplusowała u mnie Grawitacja. Brawo za fajny wystrój - szczególnie podłoga przykryta liśćmi ;) Od wczoraj tylko myślę - jak oni to zamierzają posprzątać? ^^


A na koniec coś w ramach porannego pstrykania :






Wesołe jajko.







Uhm...






No i Uhm... wersja alternatywna ;)





Szablon wykonała Effy, pobrano z szablony.blogowicz.info
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: sxc.hu